Aż dzieci poczną cóś bełkotać do niéj,

I ona ku nim rumianą twarz skłoni,

Pieści się z niemi, na kolana bierze,

Włos złoty głaszcze i całuje w czoło.

Kunigas patrzy — Trzeba dziecióm matki,

Trzeba i mnie żony — niech im matką będzie,

A dla mnie żoną. — Wstał, po izbie kroczy.

— Zostaniesz tutaj, rzekł jéj; do Doumanda

Gońca ślę jutro, by ciebie nie czekał. —

Wyszedł, i zaraz szlakiem ruskim bieży