Spudo z podarki w xiążęcą stolicę.

Nazajutrz xiężna topi we łzach lice.

— Pozwól mi jechać, do swoich powrócić! —

Mindows się śmiéje — Alboż źle ci ze mną?

Pozostań tutaj — Dziś w nocy duch Marti

Nad łożem mojém ukazał się biały,

I mówił do mnie, bym cię wziął za żonę;

A jak duch kazał, ja zrobię, na Bogi! —

Za dwa dni xiężnie łezka znowu z oczu

Wytrysła biała, i prosi Mindowsa —