I średni jeszcze ojca swego płacze,
Najmłodszy męki lęka się i śmierci.
Siedém dni mija, i co dzień, co rana
Trzy dzbany wody i trzy bochny chleba
Przynosi strażnik, kładzie i odchodzi,
Słowa nie powié, słowem nie osłodzi
Ciężkich mąk siérot. Na próżno go starszy
Wyzywa słowy, na próżno doń średni
Łzami się modli, na próżno najmłodszy
Jękiem go błaga, on słowa nie rzecze,