Jak liść osiny od jesiennéj burzy.

— Cóż Roman? — Roman, Doumand mu odpowié,

Wciąż idzie daléj, wciąż pustoszy ziemie!

Śpieszyć na niego, biedz przeciw potrzeba.

Daléj z łupami, gdy pogoń usłyszy,

Gdzieś się ukryje w puszczach i przypadnie. —

— Jutro — rzekł Mindows. — Jutro — Trojnat wtórzył,

A mówiąc — Jutro — wzrok w Doumanda wnurzył,

I pchał głęboko, aż do jego duszy.

Skinęli sobie. Mindows nic nie widzi.