Doumand szedł naprzód, bo zemstą wrzał cały,
Słowa rzec nie mógł, a usta mu drżały,
Ręce się trzęsły i serce mu biło
Miłości siłą i rozpaczy siłą.
Przeszli komnatę jedną — cisza wkoło,
Drugą — i u drzwi sypialnéj świetlicy
Stanęli. Ucho chciwe Doumand wkleił —
Dwa słychać tylko, dwa tyłko oddechy,
Jedno westchnienie długie, w śnie zrodzone.
I wpadli nagle. Na miękkiéj pościeli,