Stara, wielka, na poły zapadła do ziemi.

Szły przez nią pokolenia, deptając nogami,

Przysypując swém ciałem, wygryzając boki

Pługiem, co głębiéj co dzień rył ją i rozrywał.

A nad nią nieraz wieśniak pieśń Mindowsa śpiéwał,

A nad nią nieraz stanął i westchnął podróżny.

I nieraz starce, siedząc z dziećmi na kolanach,

Prawili im o wielkich Mindowsowych bojach,

Nieraz pieśnią, powieścią, z grobu wywołany,

Wstał olbrzym z snu, i głową sięgając w obłoki,