A sargas patrzał; kiedy wrót był blisko,

Wrota na rozcież przed posłem otworzył,

I upadł na twarz: przeszedł wejdalota

Most, zaborole, na podwórce śpieszył.

Słudzy na jego widok się porwali,

Czekając słowa, milczeli i stali.

On z białą laską szedł aż do świetlicy,

Gdzie starszy smerda u ogniska siedział,

I przyjął posła czarą miodu pełną,

Prosząc, by spoczął, aż oznajmi panu.