Wpośród nich pomszczę niezgojoną ranę. —

— Oni zabiją. — Wiém, jak się wyprosić,

I o śmierć nie dbam. Idź, wyłamuj ścianę;

Ja u drzwi twoich na straży zostanę. —

Trzy dni i nocy, po jednym kamieniu,

Żelazem, ręką szarpałem w milczeniu;

Otwór kobierzec zasłaniał nad łożem;

Nareszcie gwiazdy ujrzałem na niebie;

— Alfie! — krzyknąłem — już uciekać możem. —

On szepnął: — Jutro, koń czeka na ciebie. —