Żadne jéj tak nie było ukochaném dziecię,
Żadne tak wypieszczone, nie wzrosło tak hożo.
A strzegli ją od skwaru, strzegli ją od chłodu,
Na nią, jak na źrenicę swoich ocz320 patrzali.
Ale niedługo matce cieszyć się dziewczęciem,
Ale niedługo ojcu pocieszać się synem:
Córce wynijść321 potrzeba z domu za młodzieńcem,
Synu322 swojego chleba dobijać się czynem,
Dobijać się walkami sławy i imienia.
I gdy Anna dorosła, córka Światosława,