I ręka odwykła od szabli i boju.

Raz Anna już spała, on sam do ogniska

Dorzucił polano, na ręku sparł czoło,

Wpół drzémał, wpół dumał, i głowę w dłoń wciska,

i szuka, sam czego nie wiedząc, wokoło.

Wtém przed nim u ognia cóś mignie i siada,

Grzeje się, nad płomień zeschłą dłoń podnosi;

Któś stary, pochyły356 i siwy; twarz blada;

Wszedł cicho i usiadł, nie mówi, nie prosi,

I słowa nie rzekłszy ni Bogóm357, ni komu,