Rozgościł358 u ognia, jak gdyby był w domu.
Witold go postrzegłszy, zerwał się z pościeli,
Postąpił. — Któś taki359? — zawoła nań gniewnie.
— Z daleka! — Lecz jakeście wchodzić tu śmieli?
To izba jest moja, ty nie wiész zapewne?
To izba xiążęca360, gdzie męzka361 się noga,
Prócz mojéj, nie tknęła do drzwi tych i proga. —
A starzec wciąż ręce u ognia ogrzewa,
Popatrzył, i głową zbielałą pokiwa.
— O, wiém ja, gdzie jestem. Tyś Witold Kiejstuta;