Niecierpliwe oko śle w bramę zamkową.
Na czarnym bachmacie562 samotrzeć563 wjechała,
W zbroi i przyłbicy, postać jakaś biała;
Któś konia rzuciwszy, szybko w zamek kroczy,
I już przed Kiejstutem. On ciekawe oczy
Wlepił na Krzyżaka, nie daje mu dłoni,
Odstąpił i patrzy. Hełm mu twarz zakrywa,
Żelazo nieznane lice wkoło słoni564,
I z piersi gość niemy głosu nie dobywa.
Długo tak zostali, mierząc się oczyma.