Jęk z piersi się wyrwał, łzy krwawe zawisły

Na bladych policzkach. A ona, jak wściekła,

Na twarz mu plunęła, i klnąc go, uciekła.


— Biegnijcie — rzekł Kiejstut — biegnijcie na drogę.

Czas przybyć Witoldu641. Na próżno go czekam,

I myślę, a myślą napadam na trwogę;

Chcę zemsty, a zemstę dla niego odwlekam. —

Słudzy wnet polecą, patrzają — spostrzegli,

Tumany gościńcem ku miastu się wloką,