Ani na Witolda skinął;
Stanął, i czeka w milczeniu.
— Słuchaj! — rzekł Kiejstut powstając —
Warteś kary za twą zbrodnię;
Lecz Olgierdowa krew w tobie!
Nie chcę haniebną ją śmiercią
Rozlewać, ród hańbić własny.
Pójdziesz swobodny, i bratu
Będziesz za wolność dziękować.
On cię od zemsty zasłonił. —