Po grzbiecie bijąc go, zmuszą,

Ażeby powstał na nogi;

Ale na próżno; ból srogi,

Ani wycisną katusze

Jednego jęku z ust jego;

Martwy pod drzewem upada;

I wnet na rękach gromada

Do petli667 z łyka go wznosi,

Z okrzykiem gardło mu ściska,

I wrzeszcząc, ciągnie za nogi.