Często się gdzieś zwlecze, pogląda ze wzgórzy,

W gościńcach tumanów powrótu szukając.

Był wieczór. Na wieży, na wysokim grodzie,

Dwóch ludzi usiadło, ku Krewu patrzali;

Do siebie ni słowa nie mówią, a coraz

Obadwa w tę stronę wzrok wiodą stęskniony;

Czy kniazia od Krewa czekają z téj strony?

Czy wróg im tam grozi? Lecz nié ma na wroga

Gotowych tu ludzi, ni broni; a bramy

Na oścież otwarte, choć wieczór się zbliża.