IV

O! dzień to wielki, dzień był uroczysty.

Gdy kurzem osunięty, cały krwią oblany,

Kiejstut na zamek zawitał ojczysty,

A sługa w bramie, z zgiętemi kolany76,

Z łbem nachylonym, powitał go słowy:

— Kniaziu! do zamku gość nam przybył nowy.

Serce Kiejstuta zatrzęsło się w łonie.

On przeczuł, jaki gość na zamku świeży;

Więcéj nie pyta, z potu otarł skronie,