Ale cię boleść, jak mróz kwiaty, zwarzy,

Dziki swój pazur zostawi w twéj twarzy.

Już do twéj piersi nie zrywać się jemu;

Ojciec kołysze rękoma twardemi,

A Witoldowi tak lubo84 małemu;

Lepiéj niż kiedy piersiami białemi

Tyś go karmiła, i piersią kobiécą

Do snu na próżno chciała skleić oczy.

Patrz, on się śmieje; na powieki lecą

Mary wesołe, sen jakiś uroczy.