Mówił, a słowa leciały do ucha.

Ona słyszała, a jakby nie słucha;

Cóś86 może biedna o swym synu marzy,

Bo widać myśli na schmurzonéj twarzy.

I nic nie rzekła, nie odpowiedziała,

Syna przyjęła, cisnęła do łona,

Piersi mu białéj do ustek podała;

Dziecię nie wzięło — żółcią zaprawiona.

Ilekroć Kiejstut powracał z wyprawy,

Bieżał87 do syna — piérwszy to syn jego.