— Jak to? więc w nocy tylko będziem razem? —

— Taki był rozkaz, idę za rozkazem. —

I obudzona Anna, płacząc, idzie;

Za nią komnaty drzwi ryglują znowu;

Witold jak po śnie wesołym się budzi,

I znów podparty na ręku zadumał,

Znowu pierś szarpie i włosy rozrzuca,

Śmierci się lęka, za każdym szelestem

Widzi ojcowskich siepaczy nad sobą.

Jak dnie mijają, co wieczór przychodzi