Rękę wyciągnął. — Bracie mój! o bracie!

Przebacz! — zawołał. (Piérwszy to raz w życiu

Wyrzekł to słowo). — Czuję, śmierć przychodzi.

Przebacz, jak ja wam mój zgon chcę przebaczyć!

Wyście zabili mnie — wy, Litwa, Korona. —

Słowa umarły, on upadł bezsilny.

Jagiełło płakał, a Zbigniew surowo

Powstał, i żonę przywodząc xiążęcą,

— Królu! — rzekł — Witold opiekę nad wdową

Oddaje tobie. Bądź ojcem sierocie. —