Nie widać konia, siwego żmudzina,
Milczący xiążę172, niewielka drużyna.
I Witold skoczył, przeciw ojcu śpieszy,
I patrzy z matką. Już Kiejstut wysiada —
On klaszcze w dłonie, przybyciu się cieszy,
Wiesza u sukni, na ojca napada,
Matkę wyprzedził i odpiął miecz biały,
Krwi na nim wroga szuka zardzewiałéj.
A Kiejstut milczy, zimno syna wita,
Birutę, co mu do nóg się skłoniła,