Noc była — prędko znużenie owładło191
I snem żelaznym na powiekach siadło.
Budzę się — ranek przez okno już wpada;
O, smutny ranek, co wita przez kraty!
I światłość jego jak tęskna i blada!
Obejrzę ściany podziemnéj komnaty:
Widać Krzyżacy zgotowali wcześnie,
Albo ciemnicę przybrali mi we śnie.
Dokoła wisiał kobierzec bogaty,
Dzbany srébrzyste na podłodze stały,