— Za cóż do kata? Jak chybię to do kata, a póki...

Wszyscy się śmiali.

— Ktoś ty taki, nieoszacowany brusie?

— Budnik, JW. panie.

— Zkąd?

— Z Osikowego Ługu.

— A! z moich lasów.

— Syn Bartosza, JW. panie, rodzony. JW. pan zna Pawłowę? Otóż Pawłowy synowiec, a Julusi JW. panie brat, a to Burek mój pies, proszę JW. pana.

Wszyscy polegli od śmiechu, bo od wyrazów śmieszniejszą daleko była rozradowana i promieniejąca twarz Macieja.

— No! strzelajże, kiedyś z nas żartował, a jak chybisz, bez pardonu stęplami.