Kobieta zdawała się zdumioną, spójrzała, w jéj oczach malowało się osłupienie, tak trudno jéj było pojąć jednego Boga dla wszystkich i na wszystko.

— Wiara to nowa w istocie! — odezwała się powoli.

— Wierzą w jedynego Boga — rzekł Pudens daléj ciągnąc — a nie czczą żadnych posągów i wizerunków ręki ludzkiéj, boć śmieszny to Bóg co go sobie człek sam udziała, ale Boga-ducha, w niebie, który stworzył wszystko z niczego, niewidzialnego a przytomnego wszędzie.

Mówił tak dłużéj Pudens coraz się ożywiając, a Cellia też ze zwiększającém się co chwila słuchała go zajęciem... Słowa jego zdały się jéj dziwne i nowe a jednak przeczuwane; podziwiając je czuła że zaród tych myśli jakiś nosiła w sobie.

— Wiara ich, świat, życie — kończył starzec — cele są od naszych różne. Żyją oni duszą nie ciałem, pokojem i miłością nie wojną i męczarnią, wyrzekają się dóbr świata, martwią ciało, podnoszą duchem i nim sprawują cuda, — bo dana im jest siła potężna...

— Lecz zkąd-że ty bracie tak o tém wiesz dobrze? — spytała Cellia.

Pudens zmięszany nieco spuścił oczy.

— Wstyd mi wyznać — rzekł ciszéj — że niewolnik piérwszy mi oczy otworzył...

Ale u nich nie ma niewolnika ni pana; są bracia i synowie jednego Boga. Miałem zdawna u siebie Minusa; znałaś go pewnie; była to istota dzika na pół i wielce gwałtownego charakteru, mieliśmy trudność utrzymać go dla niepohamowanych namiętności. Obawiając się nawet, chciałem go był sprzedać, gdy nagle postrzegłem w nim zmianę wielką. Była ona tak nagłą i niespodzianą, żem przyczyny jéj badać musiał i dobadując się znalazłem, że nową przyjął wiarę. Naówczas ciekaw byłem poznać co na tak nieuchodzonego człowieka podziałać mogło: przyszedłem z niedowiarstwem, wróciłem... siostro... zdumiony i nawrócony...

Starzec westchnął...