— Nie jest to wiara jak inne — dodał po chwili znowu — nie porywa blaskiem i majestatem swych obrzędów; ludzie ubodzy stali się piérwszymi jéj kapłanami; miłość i braterstwo jéj hasłem. W ciasnych izdebkach Suburry, w ergastulach parnych i podziemiach, przy świetle dymiącéj lampy, schodzą się oni modlić, śpiewać, wzywać Boga aby duch jego ku nim zstąpił, a potém uściskiem braterskim połączeni spożywają chleb suchy lub trochę owoców, i to jest ucztą ich całą.

— Zadziwiasz mnie i budzisz moją ciekawość — rzekła Cellia — lecz jakże wiara ta, któréj nie wspiera siła żadna, rozszerzyć się może?

— Mylisz się siostro; w niej jest większa nad wszystkie siła samego Boga... a największym cudem to właśnie, że nie mając po sobie jeno ubożuchnych ludzi i niewolników, tysiące już liczy wyznawców.

Nie narzuca jéj światu żaden Cezar, nie dymią na jéj ołtarzach kadzidła, nie leją się krwawe ofiary, nie ma pociągających obrzędów i igrzysk bezwstydnych — cicha modlitwa, rozłamany chleb i pobłogosławione wino oto jéj hekatomba cała... Pogardzony niewolnik ofiarnikiem, pieczara lub grób ołtarzem...

Cellia coraz bardziéj zaciekawiona słuchała.

— Powiedz-że mi bracie — rzekła — cóż ta wiara twoja lepszego daje niż inne, i jak się Bóg jéj objawia?

— Słyszałaś pewnie o Sybillach i wyroczniach — przerwał Pudens — że kapłanki, które o przyszłości wieszczyły, porywał duch jakiś i unosił, że nieprzytomne i jakoby obłąkane, pieniącemi usty wywoływały w niezrozumiałych słowach wieszczbę świętą... Wołano, widząc je w tym stanie, że Bóg jakiś jest w nich i z niemi.

Kapłani nowéj wiary nie takiego ducha w sobie mają; — innego wcale, ale się on silniéj daleko objawia. Ostatni z niewolników, pogardzony, popychany, nagle gdy nań duch ten zstąpi, staje się dziecięciem Bożém. I jako dziecię wszystko może u Ojca uprosić, tak silen wiarą, ów nędznik staje się mocarzem... i zwycięża świat. W słowach ich czuć mówiącego Boga, w czynach jego potęgę.

Kładną ręce na chorych i uzdrawiają ich dotknięciem, ślepym odmykają oczy, od urodzenia niemym rozwiązują usta, chromym chodzić każą i wstają a idą; trucizna Locusty staje się dla nich napojem bez siły i szkodliwości...

— I ty widziałeś te cuda?