Klasnął natychmiast na sługę — wbiegł niewolnik stary, który podróżnym nogi obmywał.
— Gospodarza mi wołaj — rzekł stary — a no żywo!
Przywykły do frymarków ze starymi, rozpustą zepsutemi ludźmi, niewolnik, który inaczéj rozkaz zrozumiał, mrugając znacząco pobiegł do Egipcyanina, a ten kaszląc i stukając starém obuwiem, którego rzemyki na pięty mu spadały w strzępkach i węzłach złoconych — nadbiegł jak mógł najżywiéj.
Z wejrzenia jego znać było, że starał się przybylca odgadnąć i zamaskowanego w nim odgadnął bogacza, bo się uśmiechnął pokornie, chytrze zacierając ręce.
— Macie tu jakąś Syryjską niewolnicę, zręczną do tańca a piękną? — spytał Pudens — prawda-li to?
— Ależ ją zna Rzym cały i pytać niema o co — odparł Leno ruszając ramiony — zręczną jak najpiérwszy tanecznik Cezara, piękną jak Hebe, ale też dobrze przezemnie kupcom opłaconą, bo to towar nie tani, a jeszcze i wychowanie go kosztuje. Ile to ich zmarnieje i pójdzie na rynek, nim się jedna wyrobi! To perła panie, to przecie sława wrót Capeńskich! to całe utrzymanie moje! — Widzieliście ją? nie? — rzekł ożywiając się coraz — chcecie ją zobaczyć? Każę potańcować! to was nie wiele kosztować będzie... Co to za ruchy! najzgrzybialszemu starcowi krew się w żyłach poruszy, gdy mu pocznie po swojemu skakać.
— No! więc ile ją cenicie? — spytał Pudens spuszczając oczy i tając oburzenie.
— Ja! alboż na nią jest cena? To skarb nieopłacony! Każdego dnia mam z niéj coraz większy dochód, łatwiejszy niż z ogrodu i szynku. Są takie dni, że mi do tysiąca sestercyj przynosi.
— Tak — rzekł Pudens — ale niewolnica starzeje, a daléj i denara nikt nie da za nią...
— Tymczasem choć moje koszta najmem odbiorę — przerwał Leno patrząc mu w oczy — a! gdzieżbym ja ją miał sprzedawać! a tobym sam okradł siebie. Na targu choćby u najpiérwszego kupca, u Charesa, który po całéj Grecyi jeździ za tym towarem, takiego ptaszka nie dostaniecie...