Do tego przyszło, że starzec, który nikogo nie miał, na rękach był noszony przez wszystkich. — Sam Cezar ubiegał się za testamentami obcych, a gdy zapisawszy mu swe mienie, zbyt niém szafowali lub nie dość umierali prędko — posyłał im rozkaz pożegnania świata. Dawał ucztę skazany i w ciepłéj wannie kazał sobie wypruć żyły... usypiając powoli.

Starzec bezdzietny miał za sobą wszystkich — nadzieja zapisu czyniła go ulubieńcem całego świata, nadskakiwano mu, posługiwano, pieszczono jak dziécię, drzwi jego od rana były oblężone, stół zastawiony najlepszemi potrawy, usłużni pasożyci chodzili na palcach gdy się zdrzémnął, opędzając muchy i chłodząc powietrze...

Rodzinę uważano za ciężar i zawadę; królem wszędzie był bezdzietny.

Regnum orbae senectutis exercens...88

Ale nie wszystko jeszcze zgniło i zepsuło się do szczętu w tym Rzymie, na który rozpusta i groza tak silnie z góry działały — były serca czyste i obyczajne, proste wśród ubóstwa, wśród niewiast rzymskich, kryjących się po staremu w domowym zakącie ze swą cnotą i wstydem, pilnujących u ognisk kolebki dziecięcéj i pracy pokornéj.

Ten lud, który tak gorąco, tak łacno, tak żywo przyjął przyniesione mu światło nowéj wiary, musiał miéć w sobie jakieś zarody dobra, musiał czuć znękanie teraźniejszością i uznawać, że to co było, trwać nie mogło.

Już naówczas nie w jednym z domów Suburry, miasta żydowskiego, a nawet Awentyńskiéj góry, zbierali się potajemnie zwolennicy nowego wyznania na modlitwę cichą i rozszerzanie wiary, która ledwie wszczepiona, niesłychane czyniła postępy.

Przemawiała ona szczególniéj do tych uciśnionych i biédnych, którym Chrystus przesłał od krzyża piérwsze swe błogosławieństwa; od nich dopiéro uczyli się jéj panowie, i ci, co już przetrawiwszy wszelką filozofiję i mądrość, w żadną nie wierzyli na świecie; dla których potrzeba było w godzinach odetchnienia poezyj najmiléj głaszczących ucho, w godzinach próżnowania sofizmatów najsubtelniejszych dla zabawki — z ust prostych ludzi, razowym chlebem suchéj prawdy karmili się zgłodniali.

III

Wnijdźmy do jednego z tych cichych domóstw Rzymu, którego skromnych podwoi nie przestępuje nigdy hałaśliwa biesiada, i spójrzmy w skromne atrium, wśród którego maluczka szemrze fontanna.