— Panie! jestem Bogiem razem i człowiekiem... czasem słabym, czasem niezwyciężonym... Pythye nie wróżyły na rozkazy; potrzebuję oczyścić się i przygotować, aby siłę Bożą sprowadzić w siebie.

— Więc jéj nie masz zawsze?

— Zstępuje do mnie, i odchodzi, — rzekł Symon.

— Widzisz skarby pod ziemią? — odezwał się po chwili Cezar.

— Widzę wszystko co chcę, gdy drugi wzrok odzyskam, a siła zejdzie na mnie.

Neron myślał, jakby odczarowany.

— Dajże mi znak siły swéj, jeśli chcesz bym jéj uwierzył — rzekł — mówią że chrześcianie gotowi są zawsze do cudu, a ty chlubisz się żeś był i jesteś ich Bogiem... okaż twą siłę!

— Jakiego chcesz znaku odemnie? — rzekł nieco zmięszany starzec.

— Sam wybieraj...

Symon stał chwilę, otworzył potém szaty swoje powoli i począł potrząsać niemi... z fałdów tego okrycia do koła całéj postaci począł się wydobywać jakby obłok, jak mgła biała, coraz gęstsza, coraz silniejsza... i otoczyła Symona, osłoniła, objęła, przed oczyma Cezara...