Nie łatwo jéj przyszło to postanowienie, a ciekawość jakito tam podarek być może, długo jéj oczu zamknąć nie dała i sen miała niespokojny.
Nazajutrz jak brzask, już wytrwać nie mogła; wysunęła się z lepianki okiem szukając owego wczorajszego gościńca... tyle domysłów niepokoiło ją noc całą. Co to być mogło! Zrazu nic nie zobaczyła; ale zbliżywszy, się spostrzegła krasną, czerwoną, ładną... a! jaką ładną chustkę nowiuteńką i kilka łokci szerokiéj karmazynowéj wstęgi! Oczy jéj nie przywykłe do podobnych strojów, powiększały jeszcze piękność tych bardzo zresztą pospolitych gałganków; ale ona i takich nigdy nie miała!!
Obejrzała je wziąwszy w drżące ręce ze strachem, pożądliwością, pokusą, z jakimś żalem nawet; ale przeczucie nie pozwoliło przyjąć od nieznajomego tak wielkiéj i podejrzanéj ofiary... Rozstała się biedna nie bez boleści z chustką i wstążką, zostawuając je na tém miejscu, na którém były położone; a sama szybko schwyciła wiadro i rozpoczęła dzień lecąc jak zwykle do krynicy po wodę.
Sierotka po pani obwąchał podarek Tomka, obszedł go wkoło, burknął, i nieodstępny pognał za Marysią do źródła.
Dziewczyna choć ją to kosztowało wiele nie spojrzała już nawet na gościniec, i zabrawszy kądziel, ze spuszczoną głową poszła smutna ku mogile. Ale jéj oczy zwracały się ciągle na drogę, ale serce drżało jakimś niepojętym niepokojem. Słonko się już było dobrze podniosło, gdy tętent siwego konika dał się słyszéć zdala, a dziewczyna prząść zaczęła coraz żywiéj.
Leśniczy zatrzymał się naprzeciw chałupy, obejrzał, i szczekanie psa zwróciło oczy jego na siedzącą pod wierzbą dziewczynę.
— Co u kata? po cobo ona zawsze siedzi na cmentarzu? — burknął nieukontentowany zsiadając z siwego.
Jak wszystek lud prosty i budnicy, młody chłopak był przesądny, i za nicby był nie poszedł w umizgi na cmentarzysko; markotno mu było, że Marysię tam zastał, pochmurniał i nie wiedział co począć.
— Dzień dobry! — odezwał się zbliżając do drogi ku wałowi cmentarnemu i opierając się na zielonym garbie, który go oddzielał od niedaleko siedzącéj dziewczyny. — Dzień dobry! A co? choćby Bóg zapłać należy mi za gościniec.
— Nic się wam nie należy — podnosząc głowę odezwała się powoli Marysia — znajdziecie gościniec wasz tam, gdzieście go wczoraj położyli, jeźli go kto w nocy nie wziął... Rosa tylko musiała go przypaść...