— Ja nie jestem łatio egaszi (dobra kobieta), nie, nie; alem znała ojca twojego Tumry, i patrzę na dziecko jego... A nad tamtym płaczę...
— I matkęście moją znali? — spytała dziewczyna.
Aza nic nie odpowiedziała.
— Dawno matka twoja umarła? — odezwała się żywiéj po przestanku.
— O! lat już temu kilka — zapłakanym głosem odezwała się Marysia. — A, ot... jéj zielona mogiła. — I wskazała na pagórek, przy którym siedziały obie.
Aza ze wstrętem odsunęła się od niego, nie kryjąc się z uczuciem, które nią wstrząsnęło.
— A któż ci był matką? kto ojcem? — spytała.
— Jeden Pan Bóg! — odpowiedziała sierota.
— A ludzie?
— Jam nie wiele potrzebowała ludzi.