— Tego nie rozumiem moja matko!
— Rozumiész, nie rozumiész, a rób, co ci mówię! Zobaczysz, ja w tém że pójdziesz za szlachcica i cała wieś będzie ci zazdrościć... A dopiéro stara Sołoducha wziąwszy się na weselu pod boki, całéj wiosce powie: — A co? a co? ot, jak moja cyganka poszła za mąż? Nie chcieliście na nią patrzéć, teraz się jéj będziecie kłaniać; a kto to zrobił... Sołoducha!
I baba w istocie wzięła się pod boki i podrygiwała stanąwszy naprzeciw Marysi, która przelękła i zdumiona więcéj niż uradowana, patrzyła jak sierotka na Sołoduchę szczekać począł, widząc ją w tak niezwykły sposób uwijającą się po izbie.
— Matuniu! — powtórzyła dziewczyna — ale ja was nie rozumiem.
— Cyt! — zamykając jéj usta dodała stara — tylko mnie słuchaj, a głowy nie masz czego łamać.
— Ale cóż mam robić? — spytała Marysia.
— W chacie siedziéć, nosa na dwór nie pokazywać: to pierwsze... Zobaczysz, szczęście ci się samo położy na progu i garścią go weźmiesz...
To powiedziawszy Sołoducha usiadła na ławie i nieco odetchnąwszy, wyraźniéj się tłómaczyć poczęła.
— Musiał szlachcic zaszłapać — rzekła — kiedy już i matka jego wié o tém, a ze strachu umiera, bo się przedemną aż wyspowiadała. Teraz tylko podmuchać i ogień będzie. Do cerkwi w niedzielę wystrój się moje dziecko, ale jeźli cię zdybie, zaczepi, zagada, ani się nawet oglądaj... Tomko zobaczy, że tu nie ma innéj rady, tylko się ożenić; i albom ja już do niczego i głowy nie mam, albobym przysięgła że się ożeni!.. Rodzice krzyczéć będą, łajać, fukać i na niego i na ciebie, ale w końcu pozwolić muszą... Chłopiec niczego! chata raj! hroszy u starego choć czapką mierzyć... Nie zapomnisz, spodziewam się i o staréj Sołodusze.
Zdziwiła się stara podniosłszy oczy na Marysię, gdy ją we łzach całą ujrzała.