— Dziesiątą z czubem — odezwał się Marcin wzdychając — Ot! jaki to czas! Ale, ale kumie, mam i nowinę dla was zanadrzą.
— A kat cię bierz z twojemi nowinami co je po pół złotego sztuka w sztukę płacić każesz; może i tę masz na sprzedaj?
— A jakże i złotybym się za nią wziąć nie powstydził.
— Patrzajcie! wydrwigrosz! Już mnie teraz nie złapiecie; syn w domu, prawda że coś niedomaga; ale to młode, to się wychoruje i diabli go nie wezmą.
— Bywajcie zdrowi kumie — rzekł z uśmiechem Marcin, zabierając się niby do odjazdu.
— No! a wasza nowina?
— Jest u mnie jeszcze ćwiartka grochu: cobyście mi za nią dali?
— Ot! żydzisko! — zaburczał pan Adam — a po diabła mi twój groch?
— A dla wieprzów? Oddam nie drogo.
— Wiem ja go; przez wpół robaczywy i lady w nim pełno... Ale nowina?