— A cóż dacie za groch?
— Dajcie pokój, kiepskie żarty!
— Dobranoc kumie.
Właśnie gdy to mówili, chory Tomek wywlókł się był do sieni, a ujrzawszy ojca i wyjść daléj nie śmiejąc, słuchał mimowolnie rozmowy.
Marcin odchodził, pan Adam go wstrzymał.
— No, no! — rzekł — kupię groch kumie; a co tam?
— A dziwy! — odparł Marcin, któremu się gęba rozwiązała gdyby cudem — tażto Marysia cyganka, jakeście ją nastraszyli, tak nieboga z chaty uciekła wszystko porzuciwszy.
Choiński się zerwał z miejsca.
— Czy to może być?
— Jak Bóg Bogiem...