Jakby na zawołanie koń pierzchnął ze strachu i stara Sołoducha o kiju idąca ukazała się o kilka kroków.
— A to wy paniczku! — zawołała — tylko coście moich starych kości nie roznieśli.
— Sołoducha!! a to ty! biesże cię po nocy lasem wodzi?
— Niosę Marcinowéj lekarstwo; a wyżto dokąd?
Tomko westchnął.
— W świat! — rzekł.
— O! to daleko paniczyku — odezwała się stara. — W którąż stronę, możebyście się komu pokłonili odemnie?
— Albo ja wiem gdzie pojadę — odparł chłopiec. Tylkom co się dowiedział o mojém nieszczęściu. Polecę jéj szukać choćbym miał kark skręcić...
— Paniczku, a ojciec? a matka rodzona?
— Nie chcieli mojego szczęścia, niech i mnie nie mają — zawołał Tomko. — Ale nie wiész gdzie się ona podziała?..