— Kochany wieszczu, nie rozumiem nic.

Emil Marya zmieszał się, ale cofać się nie mógł.

— Miałżebyś zupełnie o niczém nie wiedziéć? —

— Tak dalece, że nie mam pojęcia nawet, co to być może.

Poczuł dopiéro Emil Marya, że na niego spadł ciężar daleko większy, niż przewidywał. Pocieszać i radzić, ostrzedz był gotów, ale być zwiastunem złego...

— Mów-że, na Boga!

— Nic nie wiész?

— Nic a nic.

— Nie wiész że wychodzącą od ciebie panią Lizę hrabia Filip, w bramie czatujący, pochwycił?

Wiktor poskoczył ku niemu.