— No, to potém. Czy wiész tę historyą pięknéj Lizy i bezimiennego jegomości, p. Wiktora?
— Nie wiem nic, oprócz że się podobno pokochali... Ale — dodał z pogardą — to zimna lodu bryła.
Księżna posadziła go naprzód, a potém żywo szczebiocząc, opowiedziała mu wszystko. Była to dla niego nowość, zdumienie, przerażenie.
Poczciwe obudziło się w nim uczucie, którenadzwyczaj pompatycznie chciał wyrazić. Księżna mu przerwała.
— Znam Filipa, gotów na wszystko. Mówił tu u mnie o zbirach; potrzeba ostrzedz Wiktora.
— Tak jest! — krzyknął poeta — trzeba go ostrzedz. Ja lecę...
Nie wstrzymywała go księżna.
— Wracaj do mnie — rzekła — tylko opowiédz mu wszystko i dodaj że ma za sobą nas wszystkich... Niech się ma na baczności.
Emil Marya pobiegł.
Księżna, opowiadając wszystko, nie pominęła i historyi urodzenia Wiktora, a ta w oczach poety nowy urok mu nadała. Ze współczuciem i gorączką, który fantazya poetycka wywołała, wpadł do mieszkania Gorajskiego na Babuinie, w którém nigdy dotąd nie był, bo raz Wiktor go nie przyjął, a geniusz czuł się tém obrażony.