— Łasce i względom waszej miłości się polecam — rzekł z ukłonem.

— Abym ci do wykradzenia dopomagała! — szydersko zawołała Zamechska. — Nie takam głupia.

Dudycz już szedł ku drzwiom, i zawrócił się jeszcze ku ochmistrzyni.

— Jutro młoda królowa podarki przyjmować będzie — rzekł cicho. — Ciekawym co też Bona dla niej nagotowała. Wszak to nie musi być tajemnicą.

— Mylisz się i w tem — odparła ochmistrzyni. — Daję ci słowo, żeśmy wszyscy, równie jak wy ciekawi, dowiadywali się u podskarbiego królowej, a jeżeli kto to Bruncaccio, który tu przybył z Chęcin, wiedziałby pewnie. Włoszysko mi się zaklinał, że dotąd na jutro żadnego rozkazu nie ma.

— Jak? królowaby miała tak jawnie, w obec książąt i panów okazać swą niechęć, nie dając żadnego podarku? To nie może być, nadto jest mądrą.

— Zobaczym jutro, powiadam ci — potwierdziła Zamechska — nie da nic.

— Wypowie wojnę.

— Dawno ona zapowiedziana — zawołała ochmistrzyni.

— Król tego nie przebaczy! — odezwał się Dudycz.