— Czy ty to myśląc, odmienisz? — przerwał Semen ruszając ramionami.
— Choćbym i nie odmienił, trudno oczów nie mieć i nie dziwować się.
— Ale pora by do roboty, a to chleba nie będzie i o głodzie myśleć przyjdzie...
— Czemuż drudzy nie pracują a nie mrą?
— E! e! ty bobyś chciał wszystko wiedzieć, a nic nie robić! — rozśmiał się Semen.
— Jak byś zgadł, dziadu kochany... toby mnie było na rękę.
— A na cóżeś ty się chłopem urodził?
— Otóż to cała bieda! gdybym ja tak był paniczem jak oto nasi, wodzili by mnie po polach, ziołka pokazywali, kamyczki dla mnie zbierali, uczyli, pieścili i nie trzebaby chodzić za pługiem.
— Ej! ej! któż to wie gdzie lepiej, Sacharze, u tego pługa czy we dworze! na dwoje wróżka wróżyła!
Ale żadne namowy do pracy nie pomagały, a Sachar swoje robił, konie jego często bywały w szkodzie, gdy się zaśpiewał i zadumał, rzadko pługa nie złamał poszedłszy orać, z brony zawsze kilka zębów wybił, a kosząc, żelazce szczerbił i nogi kaleczył.