— Tak... wprzódy pójdziecie wymacać co się tam święci, młoda pani ostra! Ale powracającemu nigdy u nas biedy nie było wielkiej. Chodzili inni na Podole... a cóż? Dla przykładu trochę nakrzyczano i... wrócili do pługa spokojni.

— Ja powrócić do pługa? odezwał się Sachar — gdybym chciał, czyż potrafię? Nigdy ze mnie nie był wielki rolnik, a dziś i w rękę bym go wziąć nie umiał.

— A cóż będziesz robił? — spytał ojciec — jeżeli się w chacie nie przydasz, wezmą do dworu, toż gorzej jeszcze...

— Nic potem, dodał Perebendia...

— I ja to wiem...

Matka zaniosła się od płaczu...

Rozdział piętnasty. Kołek, tylko innego rodzaju

W wielkich wypadkach środki nadzwyczajne... uradzono po długiem wahaniu wysłać do dworu Perebendię, a Sachara do czasu w stodółce przechować... Ale dziaduś od dawna już postradawszy niezależność i panowanie w chacie, będąc niejako sługą swych dzieci, ze dworem nie był w żadnych stosunkach; obawiano się znowu by jego niezwyczajny krok nie kazał się domyślać wypadku nadzwyczajnego. Szczęściem, nowa pani która ogród lubiła, zadysponowała kobiety do zamiatania uliczek, i stary Perebendia, który już ledwie za babę się mógł liczyć, włożywszy podartą siermiężkę, poszedł z miotłą i grabiami do pańskiego sadu, spodziewając się tam zastać panienkę i po cichu z nią o wnuku rozmówić.

Dla czego nie trafiał ani do pana, który już przykładem ojca pod piecem siadywał wielką część dnia, z nogą na nogę założoną; ani do młodej pani, trzymającej w rękach rządy i władzę, ani do żadnej innej osoby pośredniczyć mogącej, tego nie wiem. Panna Adelaida zdawała się im wszystkim najwłaściwszą w złym razie opiekunką, choć opieka ta słabą była, bo pani Dorota ani jej lubiła ani słuchała... ale przeczuwano w niej serce a widziano cierpienie...

Perebendia tedy wraz z niedorosłemi dziewczątkami i chłopakami, którym za dzień takiej roboty w ogrodzie dawano zwykle wieczór po trzy grosze, poszedł ulice oczyszczać i starowina jął się do roboty żywo upatrując, czyby gdzie panienki nie spotkał. Aż właśnie trafiło się, że siadła na ławeczce z książką i czytała... nikogo nie było, stary zarzucił grabie na plecy i po cichu się zbliżył.