— Panieneczko — rzekł zbliżając się z pokłonem — poratujcie dobrą radą... mam wam coś powiedzieć!

— Cóż tam takiego, mój staruszku? mówcie, choć nie wiele pomogę, to z serca się użalę...

— Nie pamięta panienka Sachara?

— Sachara? jakiego? — uśmiechnęła się panna Adelaida z politowaniem, dziwując głupocie starowiny, mogącego myśleć, że Sacharowie się za coś liczą i pamiętają...

— No! tego naszego Sachara, od Pakułów... co grał pięknie na skrzypeczce? młodego, mojego wnuka... który był uciekł... i nie wiedzieć gdzie się podział.

— Pamiętam tylko, że go szukać kazano...

— I nie znaleziono — dodał Perebendia — i nie było go kilka lat... a teraz — rzekł ciszej oglądając się — on powrócił! rozumie panienka, on powrócił!

— Powrócił?

— Bojemy się, żeby go nie karali, ale sam powrócił dobrowolnie... nam starym serce pęka myśleć, że go mogą oddać w rekruty... ej! gdyby panienka była tak dobra, a pomogła nam...

— Ja! wam!