Chariton wszedł pomięszany i drżący, nizko i bardzo nizko skłonił się czapką do ziemi...

— A co, jest ptaszek? — spytał Rogala...

— Jaśnie panie — odparł po namyśle wieśniak — w sercu państwa nasza nadzieja, że mu przebaczycie... chłopak zawsze nie spełna miał rozumu... i teraz nie lepiej powrócił.

— Cóż on tam robił? — przecież czemś na życie sobie zarabiać musiał — odezwała się pani...

— Na skrzypeczce grał — rzekł Chariton — takie to nieszczęśliwe u niego przywyknienie... nic nie robił jeno grał, ta i teraz...

— A to musi grać nieźle? — zawołał pan.

— Chłop! na skrzypcach! — przerwała śmiejąc się Dorota — to coś osobliwego... doprawdy jestem ciekawa...

— Skocz mój Kubasiński — krzyknął pan Rogala usłyszawszy żądanie pani — przyprowadź go tu ze skrzypcami... słyszysz?

— Ja go sam przyprowadzę! — rzekł Chariton pokornie.

Chata nie była od dworu daleko, ojciec spiesznie pobiegł po syna i wpadł do domu z oznajmieniem, że państwo Sachara chcą słyszeć...