Trzeba było korzystać z jakiego takiego usposobienia i spieszyć ze skrzypkami. Ale Sachar nie miał ochoty grać, jemu się na łzy zbierało nie na popisy... i ledwie dał się namówić wziąć skrzypce i z ojcem ruszyć. Trzeba było nawykać posłuszeństwu; spuścił głowę i poszedł pokorny...
Choć trochę postarzał biedny włóczęga, ale najpiękniejszy parobczak we wsi dziś się stał dziwnie zajmującą jakąś postacią, jakby z Byronowskiego poematu. Nosił włosy długie, twarz miał bladą, oczy ciemne, ogniste i coś tak smutnego w wejrzeniu i uśmiechu, a tak dumnego na czole, że się wcale nie wydawał chłopem.
Dowiedziona to rzecz, że czasem nawet ta prosta dzika latorośl ludowa wydaje typy, na jakie trudno się zdobyć innym rodom, daleko poprawniejszym... Wprawdzie ręce zawsze silne i nogi wielkie odznaczają ich (wedle naturalistów przez heroldją potwierdzonych) — ale to coś bywa nakształt owych barbarzyńskich królów, bez rąk stojących na Kapitolu, których dzika i poetyczna piękność nawet obok Antinousa uderza.
Takim był dziś Sachar, a gdy w progu sali upokorzony z swą skrzypka stanął, pokłonił się i podniósł głowę piękną, wszystkich oczy na niego się obróciły, nie mogąc pojąć jakim sposobem tak piękny człowiek mógł się w tak lichej chacie urodzić!
Panna Adelaida poglądała nań z politowaniem i zdziwieniem, Dorota potrzęsła głową a sam pan zagryzł sobie usta, ruszając ramionami.
I powiedziano: — Pokaż co umiesz! — tak jak pieskowi służyć każą i niedźwiedziowi skakać przed gawiedzią... Sachar miał łzę w oku, pierś mu wezbrała na łkanie, ale dobył skrzypki i grać musiał...
Któż wie! od smyczka zależało może jego wybawienie!... Pan, pani, panienka, ojciec, ekonom stali, słuchając w milczeniu uroczystem domorosłego wirtuoza. Nie wiem jak się to stało, ale chłopak nieszczęśliwy, gdy raz dźwięk swej skrzypki posłyszał, gdy ona mu na piersi zadrgała, zapomniał o całym świecie, panu, groźbie, przyszłości, miejscu, w którem się znajdował i ludziach, co go słuchali. Zagrał im od serca taką jakąś boleścią, skargą, jękiem, że mimowolnie dreszcz uczuli przechodzący po ciele. Panna Adelaida trochę się uczyła muzyki a czuła ją lepiej niż umiała, Dorota grywała sama nawet wielkie sztuki, jak mówiła, pan Wincenty lubił dumki, szumki i ludowe piosenki... wszyscy się więc mniej więcej poznali na grze włóczęgi, która im trafiła do serca...
Ekonom tylko utrzymywał, że gra nie do rzeczy, bo zrozumieć nie mógł innej jak do tańca muzyki...
Potrzeba było po kilkakroć mówić Sacharowi, żeby poprzestał, tak z okiem wlepionem w ciemności, sparty o ścianę, grał i grał bez końca...
Ojciec go wreszcie trącił, i obudzony grajek, opuścił ręce smutnie... zwiesił głowę, przypominając sobie gdzie był i co się z nim działo...