Ale i tu gdy przyszedł, niemy godziny spędzał na ławie, bo nikt jego w domu i on nikogo zrozumieć nie mógł. Oni mu mówili o powszednim chlebie i niedostatku, o zbytku pracy i biedzie swojej, on o niewoli i swobodzie jakiej zażył, o pętach które nosił, o upokorzeniu, którego doznawał.

I nie pojmowano go, bo był okryty, bo nie skarżył się na głód i bicie... a to już dla nich tak wiele gdy plecy całe, żołądek syt i głód nie dokucza... Nie jeden mu nawet zazdrościł, że ciężkiej nie znał roboty...

Na to Sachar się uśmiechał, spuszczał głowę i łzy toczyły mu się po twarzy ciche...

— Taki w głowie coś nie dobrze — szeptał dziaduś patrząc na niego.

— Sam nie wie czego chce — ruszając ramionami dodawał ojciec — jeszcze i to szczęście że w gorsze ręce nie poszedł... ale jemu nigdy dobrze...

Matka go może rozumiała jedna, ale wypowiedzieć nie mogła co jej po sercu chodziło...

Rozdział szesnasty. O bohaterze i jego losach, — wracamy do rzeczy

Kij nasz stał nieporuszony w miejscu... i dumał o lesie, z którego został wyrwany, o dawnem życiu i ściętych siekierą nadziejach.

Towarzysze jego zdawali się wcale swemu losowi radzi, i nie pojmowali, dla czego on tak smutną miał minę... Kołek wierzbowy zaraz pierwszego roku puścił korzonki w ziemię i gałązki do góry, wprawdzie ścięto je wprędce, ale szaławiła na nowe się zebrał i drwił sobie z człowieka, wiedząc że tamtemu pewnie prędzej się sprzykrzy ścinać, niż jemu puszczać gałązki... Pochlebiał sobie nawet, że z czasem, gdy płot runie cały, on na poważną rosochatą wierzbę wyrośnie...

Próbowały tej samej sztuki inne kije i gałęzie, ale nie mając wytrwałości wierzby i po pierwszem wystrzeleniu tracąc wszystką siłę, schły potem nieboraki. Jednak i uschłe nie znajdowały, by im znowu tak bardzo źle być miało na świecie.