Milczał Dobek, lecz nie odchodził.
— A jeźli się bronić będzie i kaleczyć? spytał.
Władysław odwrócił się gniewny.
— Azaż ludzi i rozumu nie masz żebyś mu się bronić dał? zawołał. Jadłem chleb z nim, spał u mojego boku, ojcu służył, nie chcę go zabijać. Nawet oczów!.. Wziąć go i osadzić. — Zobaczemy co uczynię. — Żebrakiem w świat...
Książę mówił, nie kończył, urywał, poruszony był, — a gdy Dobek kłaniając się odchodzić chciał, dodał.
— Pomnij Dobek żem ja na relikwie przysięgał! Uczynisz nad to? — tyleż z ciebie wezmę! Wezmę!
Dobek był już za progiem, biegł do księżnéj, która nań czekała.
— Dał wyrok na życie? zawołała niecierpliwa — dał!
— Nie — i zagroził mi, gdybym rozkaz przestąpił, zagroził mocno.
— Nikczemny człek co zemsty nie czuje! odezwała się księżna z gniewem — policzek wziął i karać nie śmié! Lituje się!