Jaksa, chociaż słyszał o ulubieńcu księżnéj, udał jakby go nie znał i nie wiedział o nim, pytając.
— A Dobek ten, cóż to zacz?
Na to pytanie Helmut ręce załamał.
— Zkądże przybywasz? — zawołał.
— Z mojego gródka — rzekł spokojnie Jaksa.
— I o Dobku tam niewiecie?
— Wiem o naszym księciu, o wojewodach, Żupanach, urzędnikach, o ojcach duchownych — ale — o Dobku! cóż mi tam jeden jakiś dworak! Któż on? Polak? Niemiec? — począł Jaksa zwolna.
Helmut dziwować się począł.
— Patrzcież go! — zawołał — na dwór jedzie, niewiedząc co się na nim dzieje, kto tu rządzi i co kto znaczy!!
— Nauczże mnie — rzekł obojętnie Jaksa.