Wyszedł nakoniec Dobek od księżnéj, któremu, gdy Jaksa drogę zastąpił, opowiadając się z rozkazania książęcego, Marszałek spojrzawszy nań, za sobą mu do izby swéj iść kazał.
Jakby dla okazania zamożności swéj wiódł go przez kilka komnat pełnych przeróżnéj zbroi, rynsztunków i naczyń. W ostatniéj sam na krzesło zasłane siadłszy, zwrócił się Marszałek do Jaksy dopytując czegoby chciał, tymczasem oglądając go jako na targowicy konia, co młodemu wielce się nie podobało.
Oba tak, jak to często się trafia, od pierwszego wejrzenia powzięli jakąś niechęć ku sobie. — Dobek za zło mu miał iż się naprzód do niego nie stawił, Jaksie wstydliwem się zdało ladajakiemu ulubieńcowi zmuszonym być się zalecać. — Stawił się dumnie dosyć, jak na możnego rycerza przystało.
Marszałek poczuwszy w nim jakąś siłę, wkrótce się udobruchał i na ławie miejsce mu ukazawszy, począł dość uprzejmą rozmowę. — Jaksa o młodości swéj mu rozpowiedziawszy, śmiałością swą widocznie go zjednał. Począł tedy Dobek prawić nie jasno coś, że wkrótce książe ludzi rycerskich bardzo potrzebować może, zatém i Jaksie miejsce w wojsku poczestne łatwo się znajdzie...
Na zapytanie, jakaby wojna była na widoku, Dobek się uśmiechnął bródkę gładząc i zagadkowo tylko mruknął, że to się niebawem okaże.
Potém zalecał wierność księciu, i sypał obietnicami nagród wielkich, jakich się spodziewać od niego było można; nareście pytać począł co słychać gdzie było od Sandomierza, Gniezna i Płocka, a innych ziem. Odparł Jaksa że mało co o tém wiedzieć może, bo długo doma nie był, a ludzi wielu nie widział. Badał go tak Marszałek czas nie mały, chcąc zeń coś dobyć, aż o Wrocław i ks. Janika zaczepiwszy, ożywił się jeszcze mocniéj; gdy usłyszał, że Biskup Jaksy był stryjem.
— Jeżeliście u pana stryja waszego bywali, rzekł, — to i Pana Petrka widzieliście? zapytał.
Rumieniec mu na twarz wystąpił, a, choć się hamował, widać było, że samo Petrka wspomnienie, gniew w nim wielki obudziło.
— Małom co tam widział, bom i niedługo był — rzekł Jaksa.
— To szkoda! zawołał szydersko Dobek — jest się tam przecie czemu przypatrzéć! Petrek nie lada panek, z książęty się mierzy i na równistać gotów. — Napasł się dobrze za nieboszczyka króla, ledwie dysze. — Sam w zszarzanéj sukni chodzi, a sługi złotogłowem okrywa i dwór trzyma jak książę udzielny... Warto było przypatrzéć się mu, póki jeszcze tém jest czém go Krzywousty zrobił, a co długo nie pożyje!