— Swoim niewolno, dworowi, tak — krzyknął Arnulf, a przybłędę jakiegoś obciąć kto mi zabroni?

— Naprzód patrz ty, abyś sam nie oberwał — za przyjaciela się zastawiając odparł Helmut. — Ja go znam i wiem co może.

Jaksa stał spokojnie.

— Próbujcie się, dodał pierwszy — zgoda, ale nie przeciw sobie — tylko kto co może! Kto co umié!

Na wałach stała wywieszona tarcza biała z drzewa miękkiego.

Wpośrodku niéj niewprawna czyjaś ręka czarnym węglem nakreśliła człowieka niby strasznego, z głową ogromną na dwóch pałkach stojącą. Poznać go było można po dziurach czarnych, które oczy, nos i gębę oznaczać miały.

— Dawaj kusze i strzelajcie! zawołał Helmut — będzie próba kto lepszy.

— Nie zdragam się — odparł Arnulf chwytając podaną kuszę. Jaksa stał w boki się wziąwszy i patrzał.

— W łeb Petrka! krzyknął Helmut.

Drgnął Jaksa słysząc jak tego poczwarnego człeczka zwano, zaśmieli się inni.