Zaklika poszedł.
Po drodze postrzegł iż nieznajomy prowadzi go do Flemminga.
Pomimo maskarady na Zwingrze, Flemming był w domu, zapijano u niego. Maski przychodziły i wysuwały się, kilku co woleli siedziéć u kielichów, nie ruszali się; Flemming spodziewał się nawet króla na chwilę.
Wrzawa buchała z pokoju w którym goście się zabawiali. Hiszpan wszedł przez drzwi otwarte, szepnął coś Flemmingowi na ucho i generał żwawo poszedł do progu. Cichym głosem zawołał na Zaklikę aby szedł za nim i uprowadził go z sobą do odosobnionego gabinetu... Tu cicho było i spokojnie, na stole papiérów pełno. Młody człowiek pochylony nad niemi, pisał coś szybko... Flemming wciągnął Zaklikę w ciemny kąt gabinetu, Hiszpan poszedł za niemi.
— Kiedy rzuciłeś służbę u Cosel? — zapytał.
— Kilka dni temu.
— Cóż myślała?
— Urządzała się w Pillnitz...
— I siedziéć myśli? — zapytał Flemming.
— Ja sądzę...