Generał przystąpił wprost do rzeczy.
— Cosel nam wszystkim dokuczyła, król nawet jest nią znużony: trzeba mu dać inną.
— Jak się wam podoba — odezwał się Vitzthum z ukłonem — wiecie że ja się do tego nie mięszam, ani mu narzucam jego ulubienic, ani go od nich odstręczam. Nie lubię palca kłaść między drzwi: dajcie mi pokój!
— A! to być nie może, wy musicie być z nami! — zawołał Flemming.
Nadchodząca Przebendowska usilnie téż nalegać zaczęła na Vitzthuma.
Nic nie pomogło.
— To nie moja rola, — odparł stanowczo — nie przeszkadzam, ale pomagać nie będę, mówię to stanowczo. Nie mogę wyjść z mojego obyczaju, nie mięszałem się nigdy do intryg, a dziś do nich jestem za stary.
— Jesteś przyjacielem Cosel — dodała Przebendowska.
— Ani przyjacielem jéj ani wrogiem — śmiejąc się rzekł Vitzthum — jestem neutralnym i chcę nim pozostać.
Próżno Flemming zabiegał, pochlebiał, ośmielał: Vitzthum pozostał nie wzruszonym i odszedł nie pokonanym.